czwartek, 3 kwietnia 2014

Mały, duży chłopczyk


Od pewnego już czasu myśleliśmy nad zmianą łóżeczka Piotrusiowi. Bo nie dość, że ledwo się już chłopak mieścił w tym małym pudełeczku to 2,5 roku to chyba najwyższy czas na spanie w normalnym łóżku a nie ze szczebelkami, których niestety nie dało rady wyciągnąć jak w niektórych modelach. A na dodatek to ciągłe wkładanie i wyciąganie go z niego. W dzień jeszcze pół biedy... Najgorzej w nocy gdy trzeba wstać żeby pomóc mu wyjść.

niedziela, 16 lutego 2014

"...Niech żyje Bal..."



W piątek w żłobku odbył się Bal Karnawałowy. Pierwsza poważna impreza w życiu naszego syna. Z racji tego, że dowiedzieliśmy się o niej dzień wcześniej problem był ze strojem. Bo co tu wymyślić w jedno popołudnie i na dodatek żeby jeszcze dziecko chciało to ubrać.

czwartek, 13 lutego 2014

Dziś o sobie....


Dziś troszkę o sobie.
Pewnie nie wielkie grono z Was wie, że od wielu lat zmagam się z chorobą jaką jest cukrzyca. To już 19 lat... Po części nauczyłam się z nią żyć. Polega ona głównie na kontrolowaniu poziomu cukru we krwi i wstrzykiwaniu insuliny, ponieważ odpowiedzialna za to trzustka nie działa jak powinna. 

czwartek, 23 stycznia 2014

Misz, masz...


Czas biegnie nie ubłagalnie szybko... Niby mam go sporo a jednocześnie nie jestem w stanie niczego poukładać, spiąć się czy mieć jakiś grafik. To prawda, że im mniej mamy czasu tym lepiej jesteśmy w stanie się zorganizować. Nawet nie wiem kiedy przelatują dzień za dniem. Wstaję rano a za chwilę jest już wieczór. I tak dzień za dniem, tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem. Dopiero czekaliśmy na Święta a już mamy koniec stycznia. 

Ponieważ dawno nie pisałam, to dziś wszystko w telegraficznym skrócie.

Święta... W tym roku jakoś wyjątkowo mało magiczne. Może dlatego, że zielone z temperaturą duuużo na plusie. Mimo to wszystko było jak być powinno. Piekliśmy ciasteczka, ubieraliśmy choinkę pod którą było mnóstwo prezentów, spotykaliśmy się z rodziną i objadaliśmy pysznościami. Piotruś lekko marudny bo przeziębiony. Ogólnie mówiąc, Święta, Święta i po Świętach...






Sylwester był taki sobie. Tzn fajna zabawa, śmiesznie, towarzystwo dopisało. Ale ja cały wieczór myślami byłam gdzie indziej. Ponieważ Piotruś był przeziębiony zdecydowaliśmy, że zostanie w domu z babcią. Oczywiście jak nigdy nie płakał gdy zostawał z babcią tak w sylwestra była rozpacz. Co prawda podobno tylko na chwilkę ale mimo wszystko miałam straszne wyrzuty sumienia. Ponieważ impreza była kawałek drogi od domu, już od samego śniadania myślałam tylko o tym żeby wracać do mojego chłopczyka. Wniosek jest jeden.. Więcej go nie zostawię :)


Ale było, minęło. 

Do żłobka chodzimy w kratkę. Tydzień chodzimy, tydzień jesteśmy chorzy... Najpierw zapalenie górnych dróg oddechowych, na szczęście oskrzela czyste. Później Piotruś przywlukł wysypkę Bostońską. Teraz znów do końca przyszłego tygodnia jesteśmy na L4 bo mały strasznie kaszle i w oskrzelach słychać pojedyncze szmery. Widocznie ostatnio nie doleczył się do końca.

Za nami Dzień Babci i Dziadka. Zrobiliśmy laurki, kupiliśmy czekoladki i kwiatuszki. Dziadkowie szczęśliwi a co za tym idzie my również.







Na koniec trochę samochwalstwa. Piotruś gada jak na jęty, całymi zdaniami. Ostatnio nawet usłyszałam "mamusia daj mimusia (smoczka) to będzie spokój" ;). Zna cyferki od 1-9 i większość literek. Wie też jakie wyrazy zaczynają się od danej literki. Powtarza wszystko co usłyszy, koduje i kojarzy wszystko w mig. Śpiewa piosenki i opowiada krótkie wierszyki (ulubiony to "w pokoiku na stoliku.."). Aktualny wzrost 97 cm, waga 15,4 kg.
 Kocham strasznie tego łobuza :)



niedziela, 8 grudnia 2013

Jest :)




Dziś popołudniu dotarł do nas spóźniony Mikołaj i przyniósł resztę prezentów. 

Jest i telefonik i komputerek i cała masa innych cudowności. Z tych wrażeń chyba, mały do tej pory nie może zasnąć bo ciągle opowiada coś o Mikołaju...

Zostawiam więc wszystko i lecę przytulić mojego chłopczyka.

Dobrej nocy wszystkim :)





Grudzień...

Dobiegł końca pierwszy tydzień w żłobku. Emocje przeplatały się wzajemnie. Był płacz i żal, łzy przy rozstaniu i łzy przy powitaniu. Była radość i euforia w poznawaniu nowego... Jednym słowem tydzień pełen wrażeń.

Pierwszy dzień był straszny. Ale chyba bardziej straszny dla matki niż dla dziecka. Oczywiście Piotruś nie chciał iść z nieznajomą Panią. Kurczowo trzymał się mojej ręki i wołał "mamusiu do domku, plosię"... Serce mi się krajało i pękało na przemian a w głowie tylko jedna myśl "muszę być twarda". Łatwiej mówić gorzej zrobić... W końcu Pani po prostu wzięła go na ręce i zaniosła do sali a ja nie potrafiłam odejść od drzwi. Na szczęście był z nami tata. Gdy wróciłam do domu nie umiałam znaleźć sobie miejsca. Chodziłam od pokoju do pokoju patrząc na zegarek i szukając jakiegoś zajęcia. Po dwóch godzinach zadzwoniłam do żłobka i okazało się, że Piotruś bawi się grzecznie klockami. Płakał tylko chwilkę. Jak pojechałam po niego koło 12:00 spodziewałam się euforii szczęścia na widok mamy tymczasem usłyszałam "ooo, mamunia" i że robił myju myju z Panią i układał klocki z chłopczykiem.
Wtorek był idealny. Zero płaczu, jęczenia. Piotruś grzecznie dał rączkę Pani i poszedł na salę. Środa gorzej, płacz i żal w oczach... I tak aż do piątku. Na szczęście gdy wychodził nie był specjalnie smutny a Pani mówiła, że ładnie się bawił i jadł.

Niestety już po dwóch dniach przyplątał się katar. Domowe sposoby przynosiły efekt chwilowy. Miałam nadzieję, że nie rozwinie się w nic gorszego. Niestety w sobotę wieczorem Piotruś znacznie gorzej się czuł. Był rozpalony, drżał pod kocykiem i cały czas coś jęczał. Pojechaliśmy więc na pogotowie. Okazało się, że to początek zapalenia górnych dróg oddechowych. Antybiotyk i koniec ze żłobkiem przynajmniej na tydzień. Dziś już jest troszkę lepiej. Na tyle lepiej, że bawi się i biega. Ma straszną chrypę i ciągle charczy gdy oddycha. Nocy oczywiście nie przesypia bo nie pozwala mu na to katar. We wtorek kontrola u pediatry.


Choroba pokrzyżowała nam mikołajkowe plany. Na szczęście w piątek zdążył nas jeszcze odwiedzić Mikołaj, który przyniósł pociąg. Radości było co nie miara. Prezenty zostawił też u babci i cioci. Niestety muszą one poczekać aż Piotruś będzie czuł się lepiej.

A u Was był Mikołaj?



Tak szybko rosnę!

 Baby Birthday Ticker Ticker
Bardzo dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :))
Pozdrawiam
Ula :)